Niektórym nastolatkom przed wyjściem do szkoły dane jest spokojnie poprzeglądać się w lustrze... Ale w tej zwariowanej rodzinie po prostu nie da się! Poranek Kari zawsze zaczyna się od budzenia rodzeństwa. I tak, najpierw brutalne ściąganie pościeli z Edki, potem „trąbnięcie” Szczurkowi do ucha, a to dopiero początek! Wyjazd mamy do sanatorium stawia na drodze Kari nie lada wyzwanie. Nie dość, że musi ratować dom przed zagładą, ujarzmić ponoć spokrewnione z nią dwa karaluchy, to jeszcze jakoś zagłuszyć swoją samotność. Co więcej, to chyba jakaś rodzinna dolegliwość. Jak nic, świadczy o tym przypadkowo znaleziony pamiętnik mamy – Karoliny – z okresu dorastania. Mnóstwo irytacji, wariacji i śmiechu, czyli wszystko, co zna każda z nas! A do tego platoniczna miłość i trochę prehistorii z epoki naszych rodziców...
Agnieszka Olszanowska prowadzi młodego czytelnika do Kościej Góry, gdzie mieszka rodzina Jesionków. Codzienność – jak wszędzie: nauka, praca i zabawa, radości i smutki, uśmiech i łzy, chwile wytchnienia oraz obowiązki. Jak w życiu każdego z nas. I u Jesionków nadal dzień spokojnie mijałby za dniem, gdyby nie wyjazd mamy do sanatorium w Kołobrzegu. W Kościej Górze została dwunastoletnia Kari, na barki której spadł obowiązek opieki nad rodzeństwem: ośmioletnią Edi i sześcioletnim Szczurkiem. Jest jeszcze tęskniący za mamą tata, stosy ubrań do prania, ciężka do wymycia (metodą tradycyjną) na bieżąco przypalana patelnia. Są też umiłowane przez Szczurka kury, dwa koty i małe perliczki. Jak Kari poradzi sobie z wszystkimi wyzwaniami? Czy może liczyć na pomoc rozwrzeszczanego rodzeństwa? Dobrze, że na strychu znalazła pamiętnik, w którym kiedyś – dawno temu – mama zapisywała własne refleksje, dzieliła się wrażeniami i ubolewała nad samotnością.
Rodzina to najmniejsza wspólnota, cechująca się współdziałaniem oraz uczuciem i odpowiedzialnością. Ważne jest, by wszyscy jej członkowie dbali o wzmacnianie wewnętrznych więzi, wzajemnie się rozumieli i pomagali jeden drugiemu. Nakładem Wydawnictwa Skrzat ukazała się książka Kar(ol)ina. Pamiętnik nastolatki, której akcja toczy się właśnie w rodzinie, a wszystko to, co dzieje się poza rodziną, również z nią jest ściśle związane. I chociaż każda rodzina ma swoją historię, nie jest przeszłością: istnieje tu i teraz, zajmuje miejsce w sercu, dokądkolwiek się idzie.
Agnieszka Olszanowska prowadzi młodego czytelnika do Kościej Góry, gdzie mieszka rodzina Jesionków. Codzienność – jak wszędzie: nauka, praca i zabawa, radości i smutki, uśmiech i łzy, chwile wytchnienia oraz obowiązki. Jak w życiu każdego z nas. I u Jesionków nadal dzień spokojnie mijałby za dniem, gdyby nie wyjazd mamy do sanatorium w Kołobrzegu. W Kościej Górze została dwunastoletnia Kari, na barki której spadł obowiązek opieki nad rodzeństwem: ośmioletnią Edi i sześcioletnim Szczurkiem. Jest jeszcze tęskniący za mamą tata, stosy ubrań do prania, ciężka do wymycia (metodą tradycyjną) na bieżąco przypalana patelnia. Są też umiłowane przez Szczurka kury, dwa koty i małe perliczki. Jak Kari poradzi sobie z wszystkimi wyzwaniami? Czy może liczyć na pomoc rozwrzeszczanego rodzeństwa? Dobrze, że na strychu znalazła pamiętnik, w którym kiedyś – dawno temu – mama zapisywała własne refleksje, dzieliła się wrażeniami i ubolewała nad samotnością.
Kar(ol)ina. Pamiętnik nastolatki zaciekawi młodego czytelnika. Język przekazu (wzmocniony ilustracjami Marzeny Ćwierz) jest zabawny i prosty, opisane sytuacje z życia codziennego pomagają utożsamiać się z bohaterami. Każdy kolejny rozdział odpowiada poszczególnym dniom, jakie mama rodzeństwa Jesionków spędza w sanatorium. Każdy kolejny dzień charakteryzuje się również stopniowym podnoszeniem poziomu tęsknoty: maile pisane przez mamę i do niej przez dzieci wypełnione są nie tylko szczegółowym opisem przebiegu dnia, ale zawierają także ogromne pokłady emocji.
Niestety mnie ta książka nie zachwyciła. Praktycznie przez cały czas mnie nudziła. Zdecydowanie polecam raczej młodszym czytelnikom.
Najwidoczniej pamiętniki dobre są tylko dla dziewczyn...
